DOŁĄCZ!

Translate

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Klosze z butelek plastikowych na młode sadzonki jako ochrona przed ślimakami.



W zeszłym roku pierwszy raz zastosowałam plastikowe butelki 1,5 l i 5 l jako ochronę przed ślimakami. Podsumowałam ten eksperyment tutaj.
W tym roku mam sporo ślimaków dużych, czerwonych i znów zdecydowałam się zastosować butelki. Oto, jak się to sprawdza i co zrobiłam, żeby trochę tę metodę ulepszyć.

Po pierwsze, użyłam tylko dużych, 5-6 l butelek, którym obcięłam dno i z których usunęłam nakrętki tak, żeby stworzyć klosz z możliwością dostępu powietrza od góry.

Po drugie, wkopywałam/wkręcałam w ziemię je dość głęboko, żeby ślimaki się nie podkopały.

Zauważyłam, że ślimaki przechodzą sobie górą, więc... Zrobiłam z pociętej pieluchy tetrowej i gumek recepturek takie nakładki, żeby powietrze docierało, ale ślimaki nie przechodziły.
Dodam jeszcze, że po kilku dniach w upale część gumek nie wytrzymała, dlatego polecam może bardziej tutaj jakiś sznurek.



Kiedy stosuję te klosze? 
Kiedy rośliny są jeszcze malutkie - najczęściej dyniowate. Czekam, aż w środku urosną tak, żeby wypełnić butelkę - wtedy ściągam i jest mniejsze prawdopodobieństwo, że jeden ślimak zeżre całą roślinę w ciągu godziny... Staram się więc zmniejszyć takie ryzyko.

Młode sadzonki dyni po usunięciu kloszy z butelek. 

Co jeszcze robię w związku ze ślimakami w ogrodzie? 

1. Sieję więcej na zapas i wysadzam - w ten sposób nawet, jeśli coś zostanie zjedzone, łatwiej macham ręką, bo jeszcze mam zapas.
2. Mam wiele innych roślin w warzywniku, które ślimaki lubią - a lubią prawie wszystko, łącznie z roślinami już zerwanymi. Czasem urywam im np. trochę wyki, która bujnie u mnie rośnie, o zauważyłam, że bardzo wiele ślimaków taką zerwaną wykę wybiera. W ten sposób odciągam je od tego, co ja też chcę zjeść.
3. Zbieram ślimaki i wynoszę poza działki. Dość regularnie i tym razem zamierzam to robić co jakiś czas przez cały sezon, nie tylko wiosną, kiedy jest to największe ryzyko zjedzenia przez nie młodych roślin.


5 komentarzy:

  1. Pierwsze zdjęcie wygląda, jak z horroru dla ogrodników. :D
    Myślę, że najistotniejszym czynnikiem, pomagającym ślimakom, jest odpuszczenie im jesienią. One bardzo długo są aktywne i składają jaja. A potem wiosną się dziwimy, skąd ich tyle się wzięło?

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ogród tylko weekendowy, bo dość daleko od Wrocławia. Od kilku lat inwazja ślimaków z którymi walczyłam tylko w weekend, tak jak ty, zbierałam i za ogród, nie dałam się namówić na żadną chemię. Ale w ciągu tygodnia ślimaki robiły co chciały, więc pożytek z mojej pracy był mały. Już się śmiałam, że mają super stołówkę. Tej wiosny z uporem maniaka znowu siałam, sadziłam. Jeszcze teraz nie wierzę i z niepokojem o tym piszę, żeby nie zapeszyć, nie ma ślimaków!! Wszystko wzeszło, sałata sobie rośnie, buraczki, fasola też! Jestem na etapie czytania polecanych przez ciebie książek o permakulturze, więc myślę, że przyszedł predator, nie wiem kto (a bardzo jestem ciekawa) i po sprawie. Zapowiadają mi się super warzywka, jaka radość!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję!! I dziękuję za podzielenie się! pozdrawiam.

      Usuń
  3. Ostatnio natknąłem się na miedziane obręcze, które mają odstraszać ślimaki. Ciekawe czy to działa https://miedziane.com/pierscienie-na-slimaki/

    OdpowiedzUsuń