DOŁĄCZ!

Translate

wtorek, 13 lutego 2018

6 zalet kompostowania bezpośrednio na rabatach. Post trochę o oszczędzaniu.

Foto z książki "Permakultura Seppa Holzera"

Większości z nas nieobcy jest temat kompostowania. Najczęściej robimy to w różnego rodzaju kompostownikach (post o zakładaniu kompostownika) albo po prostu wysypujemy materię organiczną na pryzmę kompostową. Przy tym warto zachować odpowiednie proporcje, inaczej pryzma będzie tracić swoje wartości. Ponadto trzeba potem otrzymaną materię jakoś przetransportować w miejsce docelowe.

Kompostowanie jest super, ale czy nie warto pójść krok dalej lub - raczej - cofnąć się, i wywalać odpadki bio po prostu na ziemię?


Zaczęło się od tego, że gdzieś przeczytałam, że fasolka szparagowa lubi azot, dlatego fajnie jest jej przygotować grządki w następujący sposób: wykopać mały rów, wsypywać tam odpadki kuchenne, przysypać i na to wsiewać fasolkę. Zamiast przerobionego kompostu, takie właśnie świeże odpadki.

Potem, jak zainteresowałam się tematem permakultury, to - nie pamiętam, kiedy dokładnie - ale pomyślałam, że po co mam kompostownik utrzymywać (a nawet dwa!), skoro przecież i tak wszystko idzie na grządki.



Nie dość, że materiały zmniejszają swoją objętość po czasie i zostaje niewiele tej ziemi kompostowej, to jeszcze muszę potem przenosić i decydować, gdzie tą cenną ziemię rozłożyć. Skoro dżdżownice i inne stworzenia, a także grzyby, tak się schodzą do kompostownika (grzyby zwłaszcza dostają nóg... hehe), to czemu nie mają się schodzić na grządki? I jeszcze: skoro dynia, a nawet - przypadkiem - słoneczniki i pomidory urosły jak dzikie na kompostowniku właśnie, to czemu - ach, czemu?! - nie miałabym tak samo ich dokarmiać już w miejscu docelowym - na rabacie?



No i tak przez ostatnie lata właśnie robię: wysypuję odpadki z kuchni w miejsca najbardziej w danym dniu/momencie według mnie potrzebujące. 



Teraz, w zimie, po wyściółkowaniu całego ogrodu sianem (było o tym tutaj), zaczęłam odpadki wysypywać znów do kompostownika (parę pięter ułożyłam na to), ale to z braku miejsca docelowego. Tak naprawdę, gdybym się uparła, to dalej mogłabym wyrzucać pod krzewy czy nawet na śnieg (gdyby spadł).



Powoli więc wracam do tego zwyczaju. Ostatnio postanowiłam tak dokarmić moją małą rabatkę z pokrzywą:



No więc przedstawiam 6 ZALET KOMPOSTOWANIA BEZPOŚREDNIO NA RABATACH:

1. Oszczędność czasu i energii
Oszczędzamy ten czas, który byśmy spędzili na przerzucaniu ziemi kompostowej z jednego miejsca na drugie. Oszczędzamy też swoje siły.
2. Przyciągnięcie pożytecznych żyjątek od razu na rabatę, czyli np. dżdżownice będą działać w tym miejscu, w którym uprawiamy sobie warzywka, a nie gdzieś w rogu działki, gdzie żadna roślina nie ma z nich pożytku.
3 Nie tracimy cennych składników kompostu, czyli np. azot nam się nie ulatnia w ciągu tych kilku miesięcy tworzenia się kompostu, a zostaje tam, gdzie wyrzucimy odpadki; czyli np. jak w przypadku przykładu z fasolką szparagową - rośliny od razu korzystają.
4. Oszczędzamy na nawożeniu, bo gnojówką możemy podlać rzadziej wiedząc, że dopiero wysypaliśmy pod krzaczkiem trochę odpadków.
5. Oszczędzamy miejsce w ogrodzie, które byśmy przeznaczyli na kompostownik. W małych ogrodach może mieć to szczególnie duże znaczenie.
6. Oszczędzamy pieniądze - tak, te trochę grosza, które się wydało na plastikowy bądź drewniany pojemnik, też oszczędzamy.


O czym trzeba pamiętać? 

-> odpadki warto przykryć, np. warstwą węglowej ściółki - sianem, słomą, suchą trawą, lub ją po prostu lekko z nią wymieszać. Jeśli nie mam takiej możliwości, to nie przysypuję i też się nic nie dzieje.
-> świeże odpadki przyciągają ślimaki, zauważyłam to w zeszłym roku. Z drugiej strony, jeśli ślimaki będą skupione na odpadkach, to mogą mniej się interesować warzywami - zasada odwrócenia uwagi.
-> jak ktoś ma problem estetyczny z wysypywaniem odpadków na grządki, no to trzeba o tym pamiętać - co więcej można zrobić... o gustach się nie dyskutuje!

Najładniejszy kompostownik to ten, którego nie widać!


Proszę, nie obawiajcie się, te odpadki nie będą gniły i śmierdziały Wam pod oknami, no chyba że macie naprawdę wielkie ilości, bo np. zbieracie jeszcze od sąsiadów, no to wtedy warto mieć ten kompostownik. Ale tak z jednego gospodarstwa domowego jak się będzie wyrzucało bio na średniej wielkości ogród, to naprawdę nie ma strachu i można spokojnie to robić. Wszystko się rozkłada, żyjątka korzystają, Wy nie tracicie siły i czasu, gleba się polepsza jakościowo od ciągłego dokładania ściółki, a na końcu macie pyszne zbiory lub piękne kwiaty. Tylko warto!


Kompostujecie bezpośrednio? A może pierwszy raz o tym słyszycie?


Joanna.







20 komentarzy:

  1. Słyszę pierwszy raz, temat bardzo ciekawy i wart zastosowania... Z kompostownika całkiem nie zrezygnuję, bo tak jak piszesz, czasem trafi się nadmiar, ale można go w ten sposób zmniejszyć. Oszczędność czasu spora, a dodatkowo i nawóz, i zahamowanie rozwoju chwastów dookoła roślin. Czy jak rozkładasz odpadki to zostawiasz je na miejscu aż całkiem znikną? I co robisz z sianem jak zaczyna gnić? (jeżeli było o tym na blogu, to przepraszam, umknęło mi...) Post zapisuję w zakładkach do przyszłego wykorzystania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpadki zostawiam na miejscu, aż znikną. Siano mam dopiero pierwszy sezon, ale np. słoma mi nie gniła. Jak coś zaczyna gnić, to znaczy, że brak tlenu i myślę, że można rozluźnić trochę, np. widłami. Poza tym całość powoli się powinna przerabiać, a nie gnić.

      Usuń
  2. Metoda dobra i skuteczna, duża oszczędność czasu i sił, które można spożytkować na coś innego,

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja układałam kiedyś trawę dookoła drzew, później łączyłam trawę z kuchennymi resztkami. Drzewa pięknie rosły i owocowały. Trzeba pamiętać aby nie wysypywać blisko pnia. Niestety zaniechałam ten proceder, gdyż moje psy w tym buszowały:) Pomyślę o takim kompostowaniu w grządkach. Warzywnik mam ogrodzony płotkiem, więc psy nie wejdą. To dobry pomysł!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zimą rozkładają się dość długo ale latem znikają w oka mgnieniu , nie gniją nie śmierdzą zazwyczaj znikają w ciągu tygodnia na działkach z bogatym edafonem. Świetny sposób stosuję od lat. irek

      Usuń
  4. widzialam juz jak ogrodnicy w przydomowym ogrodku wyrzucali odpadki bezposredno pod kwiaty/Dalie-szeroki pokroj kwiatow/i one rosly jak oszalale!!!!.Ja mam duzo miejsca wiec kompostowniki sa ale nie ukrywam pracy tez przy tym sporo a sily juz nie takie wiec myslalam o takim zagospodarowaniu odpadow ale ....boje sie slimakow.Jeden ro mialam taki ,ze zjadaly mi wszystko i wiem napewno ze to przez swieze odpady wiec boje sie zaryzykowac ponownie,natomiast przy podsypywaniu przerobionym kompostem bylo wszystko ok i nawet w ubieglym bardzo mokrym sezonie wegetacyjnym nie mialam problemu ze slimakami a wszyscy wkolo z nimi walczyli.
    Joanno czekam wiec na Twoje relacje jak sie spisuja rabaty ze swiezymi odpadkami i nie ukrywam chetnie bym zrezygnowala z budowania wielkich pryzm i rozrzucala wszystko sukcesywnie na grzadki.irena

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdzies juz o tym slyszalam i wiesz co chyba spróbuję. Dzięki za wpis:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że też wypróbuję ten sposób nawożenia. Moja znajoma ma trochę inny sposób, otóż zakopuje w niewielkich dołkach to co jej niepotrzebne tj. wyrwane chwasty oraz resztki z kuchni. Dołki robi w różnych miejscach ogrodu, więc stopniowo nawożony jest cały ogród. Z tego co wiem sposób się sprawdza.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytając Twój post przypomniała mi się IKEA, ale to inny temat- tam napisali, że wszystkie resztki z jedzenia trafiają na kompost i że są tacy eko super itd...Tylko co z tonami soli, która znajduje się we frytkach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojejku, powiem Ci, że nie myślałam o tym... Ale ktoś mądry ostatnio powiedział, że jeśli dobra gleba, żywa i bogata w potrzebne składniki, to poradzi sobie z różnymi rzeczami, np. metalami ciężkimi czy tym, co spada wraz z deszczem.... Nie wiem, jak dokładnie wygląda kompostownik IKEA... :) ale może ta sól jakoś w tym wszystkim ginie?

      Usuń
  8. W sezonie, gdy wszystko kiełkuje i rośnie w ogródku nie mamy miejsca na kompostowanie na poletkach, ale po zakończeniu tuż po zbiorach dla poprawy żyzności gleby, wzmocnienia chłonności wilgoci, poprawienia zdrowotności gleby (im więcej żywych stworzeń typu dżdżownice etc. tym gleba zdrowsza, żywsza) kopię dołki i zasypuję je liśćmi, odpadkami organicznymi z ogrodu i z kuchni, okrywami zimowymi, gałązkami oraz świeżym letnim kompostem z wierzchu kompostownika. Czekam na deszcze i zasypuję a na to sieję koper gdyż wczesną wiosną mam zbiór świeżego na suszenie, a po nim sadzę warzywa typu pomidory, ogórki, zioła etc. Niestety latem brak miejsca na poletkach na kompostowanie, gdyż mam obsiane i używam wtedy kompostownika. Pomysł jest dobry, ale ze względu na sąsiadów i kobiety, które lubią swój porządek, wolę na poletkach zasypywać glebą, by nie drażnić oczu estetyką naturalną. Trochę mi ciężko byłoby się przełamać i wytłumaczyć osobom postronnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wlasnie ,nie kazdy akceptuje balagan w ogrodku a sypiac na grzadki pomijamy estetyczne walory uprawy, choc chodzi oto aby "roslo" a nie "wygladalo"
      irena

      Usuń
  9. też fajny sposób, a z tym koprem jaki dobry pomysł! może pomyślę o tym w przyszłym roku, żeby posiać na wiosenny zbiór.
    Wiadomo, że estetyka to rzecz gustu, ale gusta też się zmieniają, więc jest nadzieja ;) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Zainspirowałaś mnie i wyrzuciłam na grządkę pierwszą porcję odpadków z kuchni. Chociaż chyba skłaniam się ku opcji bardziej estetycznej, ale teraz mało kto się kręci po ogrodzie, więc można skorzystać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hmmm... Niby bym się skusiła na takie kompostowanie na rabatach, ale jednak estetyka wygrywa. Mam ogród, nie działkę, dlatego to jak wygląda ma dla mnie znaczenie. Choć przyznawałam nieraz, idealny nie jest ;)
    Czy wiaderko dziennie obierków to dużo? Tyle produkuje nasza już 4-osobowa rodzinka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiaderko, super! ja bym sypnęła i przykryła ściółką i nie widać. albo można pod krzewy, drzewka i ściółkować np. zrębkami. wtedy i wilk syty, i owca cała :D

      Usuń
  12. Ja od lat sypałam skoszoną trawę gdzie się dało, głównie pod drzewa i krzewy owocowe, ale też pod duże byliny (np. funkie), co wydawało mi się najlepszym rozwiązaniem w sytuacji: słaba ziemia+brak czasu na pielenie. Później doszłam do wniosku, że kiedy chcę założyć nową rabatę, lepiej jest wysypać dużo ściółki i poczekać aż robalki odwalą ciężką pracę za mnie.
    Nie wysypywałam odpadków bezpośrednio pod rośliny, ale często na wiosnę wrzucałam nieprzerobiony "zimowy" kompost do wysokiego zagonu, przykrywałam cienką warstwą ziemi i siałam/sadziłam warzywa. Wywalanie odpadków na grządki kusi, ale też boję się ślimaków i tak
    bardzo uciążliwych.
    Za to wykorzystuję zużyty koci żwirek bentonitowy, kiedy sadzę drzewa, krzewy, byliny itp. dosypuję go do dołka, bo poprawia strukturę mojej piaszczystej gleby i retencję wody. Teraz mam zamiar zrobić rabatę pod wielkimi dębami, które wszystko wyciągają i chcę całe "dno" wysypać warstwą żwirku, dopiero na to dać ziemię liściową.
    Tej jesieni zgromadziłam też wszystkie liście (poza tymi spod orzecha) których są kosmiczne ilości, bo mamy osiem wieeelkich dębów, sześć brzóz, drobnicy nie liczę. Zazwyczaj upychałam ile się da w kompostownikach (4 x m3), a reszta trafiała do lasku za płotem, gdzie dziki wybierały żołędzie i inne pyszności. Teraz zachłannie to przechowałam, chcę rozdrobnić kosiarką i ściółkować wszystko jak leci, żeby nie obrastało chwastem, a także produkować ziemię liściową w ilościach (może) wystarczających. Od lat używam też gnojówek roślinnych robionych metodą ratafii - czyli co właśnie rośnie, trafia do balii. Najpierw pokrzywy i mlecz, (dają dużo azotu akurat na start roślin), później żywokost (potas dla kwiatów i owoców), skrzyp przeciwko chorobom i wrotycz przeciwko szkodnikom.
    Już nie mogę się doczekać...
    Olga (nieanonimowa, ale pokonały mnie okienka)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olga, super, dziękuję za podzielenie się! wspaniałe masz możliwości i je wykorzystujesz. Gnojówka z mleczka (mniszka pewnie), muszę zgłębić temat :) pozdrawiam!

      Usuń
  13. cudowna baza inspiracji i doświadczzeń! czasem pochłaniam-maratony, czasem tylko zaglądnę ale OGROMNIE jestem wdzięczna za to że dzielisz się swoją wiedzą i przemyśleniami. zresztą wdzięczna też jestem za wkład wielu innych w komentarzach! czasem nie mogę pohamować ogarniającej mnie wdzięczności za dar internetu (bo pamiętam dobrze że był czas bezinternetowy) i za to że można "spotkać" ludzi o wspólnych kierunkach patrzenia pomimo odległości - jest to takie proste!!!- ale to tylko taka mała dygresja wypływająca z wdzięczności!

    cieszę się myśląc o moim przyszłym ogrodzie na którym obecnie jest łąka - który będzie z założenia taki trochę półdziki i taki "artystycznie-nieładny" (od nieładu ;)) i który mam nadzieję mnie nie wykończy fizycznie - czuję Spokój i Harmonię - bo wiem że to co będę tam robić będzie wypływało z mojego głębokiego przekonania/doświadczenia innych/słusznej idei...
    ale najbardziej rozbawia mnie fakt jak wyobrażę sobie moją mamę która ma dziąłkę 3a i w sezonie zasuwa na niej od świtu do nocy nie mając czasu nawet usiąść na chwilę i odpocząć albo nacieszyć się efektami swojej pracy i jest dumnym ogrodnikiem który nie ma ani grama chawstów (tak!tak!) i który zawsze ma pierwszy skopany grządki na zimę i potem przekopane na wiosnę który po każdym deszczu ma przesiekaną całą działkę pod krzewami i we wszystkich grządkach i wiele takich tam powodów do dumy...
    i jak ona zobaczy mój półdziki zarośnięty ogródek, jakieś sterty słomy i innego badziewia i powrzucane w to odpadki z kuchni to...
    właściwie brak mi pomysłu na określenie stanu jej emocji ))))
    wiem że nie będzie umiała tego pojąć bo cała ta idea jest totalnie sprzeczna z jej przekonaniami
    a poza tym oprócz tego że bawi mnie ta cała przyszła konfrontacja to obawiam się że kiedyś nie wytrzyma tego bajzlu i wpadnie ze swoją motyczką i rozprawi się ze wszystkim co "niepotrzebne" i pozostawi wyrównane, przesiekane do gołej ziemi grządki!
    tego obawiam się najbardziej ;)
    dziękuję za... wiele.

    OdpowiedzUsuń