DOŁĄCZ!

Translate

czwartek, 7 grudnia 2017

Siano wcześnie rano! Czyli o tym, ile radości daje ściółkowanie w permakulturowym ogrodzie.



Jednak udało się zdobyć siano! Normalnie jedna z największych radości sezonu. Co poniektórzy pukają się w głowę zapewne, kiwając jednocześnie w zrozumieniu, skąd pochodzi nazwa mojego bloga...
20 kostek siana czekało już na mnie w ten zimny, listopadowy, szary i piękny poranek. Już wiedziałam, co z nimi zrobię.

Tydzień temu wysypał mi się plan z sianem i nie udało się zdobyć, rozłożyłam więc kartony wszędzie i na część zrębki drewniane. Aż tu niespodzianka i siano samo przyszło do mnie za sprawą kolegi z naszej grupy Permakultura Wrocław.

Dlaczego siano? 

Do tej pory używałam słomy. W słomie nie ma nasion traw, nie ryzykujemy rozsianiem i tzw. zachwaszczeniem. Za to były nasiona zbóż, a one także mi posłużyły za dodatkową ściółkę po ścięciu. Do tego słoma to takie grubsze źdźbła, siano jest bardziej miękkie, zbija się łatwiej.

Co przemawia do mnie za sianem to fakt, że rzadko łąki się pryska (z tego, co wiem...), podczas gdy pola zbóż często traktowane są chemią. Najczęściej nie znam pochodzenia tych ściółek, które zdobywam do ogrodu, ale myślę, że siano będzie pod tym względem bardziej naturalne.

No i wreszcie zainspirowałam się ludźmi, którzy właśnie z sianem pracują. M.in. znana Ruth Stout, zwolenniczka nie-pracowania w ogrodzie, która właśnie ściółkowała sianem. Ale też współcześnie sporo jest ludzi, prowadzących permakulturowe ogrody właśnie z użyciem siana.

Jestem ciekawa, jak będzie się zachowywało siano pod względem rozłożenia i oczywiście kiełkowania nasion. Wszystko będę relacjonować. Tymczasem spędziłam godzinkę jesiennym porankiem na rozrzucaniu pachnącego sianka wszędzie. Wystarczyło na cały warzywnik, a także na część kwiatową.



Oczywiście ściółka w ciągu paru tygodni opadnie, pojawią się pewnie luki, które znowu przysypię. Część kwiatową będę też ściółkować jeszcze na wiosnę.



Z 20 kostek zostało mi 8, które składuję pod daszkiem i które przydadzą się w ciągu kilku kolejnych miesięcy. Myślę sobie, że z 10 jeszcze kostek bym przygarnęła, bo wiem, jak to wszystko szybko znika.... To się tak wydaje, że mamy dużo, ale parę miesięcy, zwłaszcza po zimie, wystarczy żeby spora część została przerobiona.



Nakręciłam spory kawałek z tego, jak to wszystko rozkładam i potem jak to wygląda w całym ogrodzie.




Po całej zabawie, trzeba posprzątać... siebie. Bo jak się ubrało fajne dresy i szaliczek, to potem wszędzie siano, siano wszędzie...





Kto się bawi w sianie i jakie macie doświadczenia?


Joanna.

15 komentarzy:

  1. Lubię siano ale trzeba do niego odpowiednio ubrać w materiały do których się nie przyczepi :) Nie cierpię się potem obierać z nich :D
    pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe, jak dotąd używałam tylko własnego sianka z nieobrobionej części działki - to co zostało po koszeniu rozkładałam na kawałku do oczyszczenia, po paru tygodniach niemal wszystkie chwasty ładnie zamierały. Nie zauważyłam żeby coś się siało...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzień dobry! Od pewnego czasu podpatruję bloga i nim zainspirowana wpisałam się nawet na wykłady permakulturowe!I mam takie pytanie. Mam kawałek gleby, który chętnie bym zatekturowała, w celu rabatowania na wiosnę, ale ale rośnie tam Pan Perz. A wiadomo, że jest to Pan uparty i wytrwały. Tekturować czy jednak wyrwać? Oto moje pytanie. Pozdrawiam serdecznie Agnieszka Chołuj

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, tekturować! Wyłóż sobie obornika, najlepiej świeżego, na tą część, na to kartony - ze dwie warstwy, grubo. I teraz jeśli chcesz już na wiosnę tam siać, to na te kartony kompost/ziemię, żeby móc w to wsiać. A na to ściółkę - słomę, siano, zrębki, cokolwiek... I do wiosny. Pod kartonami, spalony obornikiem, perz się udusi, a Ty na wiosnę już coś możesz na rabacie działać. No i cały sezon dokładać ściółki. Obornik ma dużo azotu, więc spali trawę/perz, a dzięki grubej warstwie kartonów i ciągłym dokładaniu ściółki, perz też się nie przebije.
      Cieszę się, że zainteresowała Cię permakultura. Daj koniecznie znać, jak z perzem poszło :) pozdrawiam!

      Usuń
    2. Jeżeli chodzi o perz to nie byłabym taka optymistką. Kupiłam działkę cała zaperzoną. Trzeba było wszystko przekopać a korzenie wybierać ręcznie i potem palić. Zajęło mi to 6 miesięcy z przerwą od grudnia do kwietnia. Niestety ale perz ma okropne korznie i moim zdaniem przekopanie i wybranie jest jedynym sposobem na pozbycie się tego draństwa.

      Usuń
    3. Dzięki za rady! Będę działać i azotem i kartonem no i bezpośrednią przemocą:-) Z tego terenu perz był już raz ściągany, więc nie jest tak mega zakorzeniony. Perz ma wielką wolę przeżycia, to fakt. To co zaobserwowałam w moim ogrodzie, to tam, gdzie leżała gruba warstwa ściółki, korzenie perzu szły pod samą powierzchnią i bardzo łatwo było je wyjąć, na całej długości, co było dość miłe. Muszę działać szybko, bo kurcze zapowiadają śnieg. Pozdrawiam Agnieszka

      Usuń
  4. :) No super! Widzę, że cieszysz się z siana, jak my z obornika :D:D Radość niesamowita. Ja ściółkuje trawą, zrębkami , chwastami, gdzieniegdzie trocinami i liśćmi. Widać zdecydowaną poprawę, więc każdemu ściółkowanie polecam.
    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no cieszę się, jak dziecko :) i też ściółkuję tym, co pod ręką.
      pozdrawiam!

      Usuń
  5. W takiej sytuacji najlepsze, co może się zdarzyć to solidny deszcz. A najgorsze to... silny, suchy wiatr. Podoba mi się ten bałagan na ziemi. Naturalny. U mnie też bywa taki w niektórych miejscach. Byle tego wiatr nie rozwiał na działki sąsiadów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś miałam takie obawy, jak dawałam słomę, ale mimo wietrznych czasem dni, nic nie odleciało. Ja mam też siatkę ze wszystkich stron, więc w najgorszym razie zatrzyma się na niej :)

      Usuń
  6. Muszę popytać na wsi u znajomych o tą słomę. Przydało by się, póki co zasiałem żyto ozime żeby je samemu wyprodukować. Bardzo mi się podoba Twój blog, też mam działkę od nie dawna, zacząłem od oczka wodnego : https://rodlesny.blogspot.com/2017/12/
    Warzywa to póki co w skrzyniach głównie sałata dla królików ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. piękna ta Twoja działeczka przy lesie :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety z moich doświadczeń tekturowo, zrębkowych wynika że na perz nie ma mocnych. Najlepiej sprawdzają się skrzynie a w tym roku mam zamiar poeksperymentować z radami wschodnich sąsiadów. Już się nie mogę doczekać wiosny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie są rady wschodnich sąsiadów? W moich jednorocznych skrzyniach, perz również zawitał. Nie są one bardzo wysokie, bo mają około 30 centymetrów, może dlatego. Perz ma moc, ale ale jego kłącza są cennym materiałem zielarskim, zbierajmy je i pijmy napary ;-)

      Usuń