DOŁĄCZ!

Translate

czwartek, 2 listopada 2017

Jesienne prace.


I tym razem naprawdę mam na myśli prace...
Mimo, że przyjemne, to wymagające wysiłku.
W ogrodzie naturalnym takich prac nie ma wiele. Przynajmniej ja zauważyłam spadek ilości prac, po których bolą mnie barki albo następnego dnia mięśnie tu i ówdzie...
Ale to był dzień, który obfitował w takie. Na szczęście nie było wiatru, więc te 7 stopni całkiem miło odczuwalne, podwyższone jeszcze przez ciepło płynące w wysiłku... Ach... oto, co udało mi się zrobić.


1. Przesadziłam zagęszczone drzewka śliw. 

W zeszłym roku posadziłam kilka śliw, pobranych z odrostów, klasycznych węgierek. Posadziłam je gęsto, bo nie spodziewałam się, że wszystkie się przyjmą. Tymczasem tylko jedna się nie przyjęła, więc musiałam trochę poluzować i trzy sadzonki przenieść.


Ponieważ ziemia ściółkowana, miękka i wilgotna, bardzo łatwo było wykopać, i praktycznie jedno-dwa kopnięcia i dół też był gotowy. Zalałam wodą, wsadziłam sadzonkę z bryłą i ugniotłam, wyściółkowałam zrębkami przekompostowanymi.


Jedna wylądowała z tyłu altany, w towarzystwie pokrzyw i żywokostów. Druga obok porzeczek i jeżyny. Trzecia obok malin i gruszy.









2. Przesadziłam floksy. 

Niby nic, ale te floksy w najlepsze rosły sobie przy jukach. Mimo wcześniejszego przesadzania, zawsze coś z nich się ostawało i bardzo dobrze tam sobie radziły.
Nie ruszałam ich dlatego właśnie, że to właśnie tam tak dobrze im było...
Wiedziona impulsem, patrząc jak zachodzą na siebie, wykopałam bryłę floksów i przeniosłam w inne miejsce, ale niedaleko.
Nie było to takie proste, bo wokół juk mam dużo rojników. Ale te piękne roślinki łatwo jest rozsadzać, nawet jak oderwą się od matecznej, to się wkłada do ziemi, a one dalej rosną.
Niestety, naruszyłam też kilka młodych juk, jak podejrzewam. Tuż pod ziemią, puszczały już w górę i trochę je uszkodziłam. Ale za to teraz będzie więcej miejsca dla nich.

3. Wykopałam wór topinamburu.

Tak, od sąsiadki przeszedł do mnie topinambur i bulwy wykopałam tam, gdzie mam rabarbar. Mam lichą nadzieję, że wykopałam wszystko. Wkopałam też w ziemię ogranicznik, żeby więcej pędy nie przechodziły. Będę też robić kolejne podejście do konsumpcji.

Jak wiadomo, topinambur jest dość inwazyjny i jak masz go raz, to potem trudno się pozbyć. Ja mam tą roślinę, ale w zupełnie innej części ogrodu. Posadziłam, aby czymś nakarmić nornice, które niszczyły mi kwiaty i uprawy. No ale na działkach tak jest, że sąsiad blisko i cokolwiek on nie posadzi, to ma wpływ i na twój ogród. I vice versa. Takie uroki RODOS.

4. Oczyściłam ścieżkę i zasadziłam barwinek w irysach. 

Tam, gdzie mam barwinek, jest ścieżka, wysypana korą, którą on już zagarnia. Wyciągnęłam te pędy ze ścieżki i przeniosłam je pomiędzy irysy. Przysypałam zrębkami z kompostownika.
Barwinek korzeni się płytko. Mam nadzieję, że nie będzie za bardzo konkurował z irysami. Ale jak nie barwinek, to pomiędzy nie wchodzi mi mierznica, a tą już trudniej ogarnąć, bo rośnie szybko i korzeni się dość mocno.



5. Zaopiekowałam się porzeczkami czarnymi. 
Najpierw nasypałam im przekompostowanych zrębków drewnianych. Na to położyłam kartony, a na to ściółkę ze słomy po kostkach.
W kostkach słomy znalazłam sporo jaj ślimaków. Rozrzuciłam ją luźno na tekturze.



6. I ściółkuję.

Część warzywnika, w której nie rosło już nic prócz nagietek i rudbekii, również zaczęłam ściółkować.
Najpierw, przez jakiś czas, wysypywałam tam resztki organiczne, przyniesione z domu. Potem przykryłam kartonem i nasypałam słomy.
Niestety, słoma mi się skończyła i na tą chwilę nie mam czym ściółkować.

Po prawej zaopiekowane porzeczki, po lewej niedkończony kawałek:



Przypadkiem też odkryłam ostatni owoc dyni tam, gdzie się już go nie spodziewałam wcale...
I tak zielona dynia dołączyła do kolekcji.
Zebrałam też już ostatnie cukinie na nasiona.





Miałam też odwiedziny.
Kot się patrzył na mnie chwilę, dał sobie zrobić dwa zdjęcia, po czym obrócił się i przeskoczył do sąsiada.




A Wy co teraz robicie u siebie?


Joanna.


7 komentarzy:

  1. Czy barwinek w irysach to przemyślany pomysł? Irysy lubią mieć kłącza w słońcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm masz rację... może dlatego mi nie kwitły, bo w zeszłym roku je zaniedbałam i kłącza były zachwaszczone - może właśnie w tym rzecz... dzięki za radę!

      Usuń
  2. Ślicznego miałaś gościa:) U siebie muszę zrobić jeszcze dwie rzeczy - wykopać kannę i nałożyć na pieńki ściętych drzew specjalną papkę po której mają się rozłożyć i rozpaść. A potem co się jeszcze uda, na działce zawsze znajdzie się jakąś robotę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow a się napracowalas. Brawp ty. A slyszalam że odrosty wegierek nie wydają owoców, prawda to??? U nas pogoda z rana ostatnio nie sprzyja pracom w ogródku. Warzywniak w polowie wysprzatany, hihi, ale vo zrobić z pracy wracasz a juz ciemno, mąż w ogród nie idzie tylko do warsztatu. Ja za to takie delikatne sprawy, narazie nie mogę w moim stanie ciężkich prac wykonywac:-) magiczne 9mscy,ale juz tylko 5:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sprawdzę z tymi węgierkami pewnie za parę lat :)
      gratulacje stanu! :D

      Usuń
  4. Świetny efekt - z pewnością wynagrodził ciężką pracę :P Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Praca z pewnością przyniesie efekty. Roślinki się odwdzięczą. Pozdrawiam:):):)

    OdpowiedzUsuń