DOŁĄCZ!

Translate

niedziela, 21 maja 2017

Odwieczny strach Ogrodnika - urlop, czyli co się dzieje po dwóch tygodniach Twojej nieobecności w ogrodzie w maju.


Maj w tym roku zmiennocieplny, niby deszczowy, ale i ciepły, a czasem jakieś dużo chłodniejsze dni... Nie było mnie 2 tygodnie, przed wyjazdem podlałam, co mogłam, wodą i gnojówką z pokrzyw. Zostawiłam. Wróciłam. I szczęka mi opadła.


Busz!
Zielony busz.

Trawa urosła, no ale to wiadomo, żadna niespodzianka. Za to w niektórych miejscach jednak niespodzianka, bo jak można w dwa tygodnie urosnąć 50 cm? Ale tak.  Trawa, a zwłaszcza ta jej specjalna odmiana o nieco jaśniejszych źdźbłach i która super łatwo się wyrywa, jest wszędzie - poprzetykane są nią kwiaty, klomby lawendy i mięta, nie wspominając o warzywniku.





Trochę urosły ostróżki i zakwitły pięknie orliki, konwalie, margerytki, skalniaki i czosnki ozdobne, a po kolorowych główkach tulipanów prawie już nie ma śladu. Irysy zakwitną już niedługo, a kędzierzawość opanowała brzoskwinię.







Największą jednak niespodzianką okazała się wyka.
Wyka - jak była mała albo wcale nie byłam świadoma, że w niektórych częściach ogrodu sobie rośnie, tak teraz porosła clematisy, zasłaniając kompletnie tymianek i melisę pomiędzy nimi, a nawet zawsze silny estragon, jakby zwiotczał... Wspięła się na porzeczkę, zasłoniła borówki i wlazła na czosnek. Pomiędzy lawendami jakaś chyba jej mniejsza odmiana też sobie porosła.
Wyka pięknie kwitnie (ale jeszcze nie teraz). Posiałam ją jako coś w rodzaju poplonu w zeszłym roku i musiała się rozsiać. Dużo materii zielonej z niej będzie albo dużo kwiatów dla pszczół.





Pszczoły - właśnie. Murarki zamurowały sporo słomek (kiedy 2 tygodnie temu jeszcze żadnej) i jak w dzień wyszło słońce, to ani jednej nie widziałam krążącej wokół domków... Muszę chyba dorobić domków, może już wyczerpały wszystkie odpowiednie słomki... Ale gdzie one teraz są?



Zboże - ze słomy wykiełkowało w miejscu, gdzie czeka pole na pomidory. Bardzo mocno urosło. I bardzo dobrze, bo będzie sporo zielonej materii po jego ścięciu.



Podczas, gdy dookoła Wrocławia padał deszcz i były burze, tak u mnie - zgadnijcie, co - zero deszczu przez te dwa tygodnie... Woda w beczkach na poziomie niezmienionym, co już mi się wydało podejrzane i myślałam, że coś nie działa z rynnami. Ale usłyszałam rozmowę sąsiadów, co potwierdziło moje przypuszczenia - nie padało. Nie wiem, dlaczego, ale ten rejon często omijają opady... Dwa tygodnie temu wyczerpałam wodę z beczki, żeby podlać wszystko, bo lubię podlewać wtedy, kiedy jest pochmurno albo pada lekko. Nie lubię takiego podlewania w upale, no ale niestety czasem też trzeba. Może dlatego też ten busz tak pięknie urósł, bo rośliny dostały gnojówki na start wtedy, kiedy jeszcze było deszczowo...


A Wy co robicie z ogrodem, kiedy wyjeżdżacie na urlop?



Joanna.

PS. Tak naprawdę to bardzo podoba mi się ten busz!





9 komentarzy:

  1. Ja każę sobie wysyłać zdjęcia bieżącej sytuacji ;). Jestem na wygnaniu dwa tygodnie, przed buszem ratuje mnie pewnie tylko późniejsza wegetacja w tym roku. Dzisiaj podobno jest dywan z mniszka. A u sąsiadów elegancko przystrzyżona zieleń. Naturalnie wolę mniszka, musi być pięknie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdjęcia dobry pomysł :) ja w lecie śledzę pogodę w oczekiwaniu na deszcz, ale w maju to się nie spodziewałam jego braku.
      dywan z mniszka to najpiękniejszy obok dywanu ze stokrotek!

      Usuń
  2. Ten busz u Ciebie to urok. U nas też zero deszczu i okropne wiatry. Nasza gleba tak jak na pustyni. Dwa tygodnie nieobecności i byłby koniec niektórych naszych roślin. Podlewamy co drugi dzień niestety ze studni głębinowej i tak jest bardzo nędznie. Poza tym pędraki wyżerają posadzone sadzonki, a nornice niszczą
    korzenie bylin i tak powolutku mam na razie dość bawienia się w ogrodnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuj się, tak to jest - raz coś rośnie, innym razem nie. Nornice - znam to. Ale za to chyba nie mam ślimaków :). I tak natura się balansuje.
      Własnie czekam na deszcz, ma padać w nocy i jutro, więc wybiorę się też podlać wtedy.

      Usuń
  3. Mam wrażenie, że kiedy wyjeżdżam na urlop to ogród też ma urlop i święty spokój i cieszy się ciszą i spokojem :D
    Zadziwiłam się twoim podlewaniem kiedy lekko pada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jak najbardziej. Ogród sobie radzi, też tak czuję. Zwłaszcza rośliny, które dobrze się czują na danym stanowisku czy rosną już jakiś czas. Gorzej z jednorocznymi warzywami, które siejemy niejako na siłę - im chyba jest najtrudniej. Dlatego cały czas staram się jakoś naśladować naturę, siać różne gatunki razem, nie plewić aż tak strasznie - wtedy mam wrażenie, że przy tej większej naturalności, ogród lepiej się "broni" przed takimi zdarzeniami, jak np. susza.
      Podlewam właśnie jak pada, bo gdzieś zasłyszałam, że rośliny otwierają się naturalnie na deszcz i przyjmowanie wody, wtedy jest więc najlepszy czas, żeby im jej dodać np. z jakąś gnojóweczką :). Przemówiło to do mnie i tak się staram robić.

      Usuń
  4. Tylko koza!Koza to idealne rozwiązanie problemu nachalnej zielonej materii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ta, ale jak przy kozie w ogóle wyjedziesz na urlop? :)

      Usuń