DOŁĄCZ!

Translate

wtorek, 10 stycznia 2017

Nie sprzątam. Czyli dlaczego w ogrodzie nie musi być porządek, a pożądany jest bałagan...

Jak byłam dzieckiem, to miałam bałagan w pokoju, chociaż lubiłam, jak było posprzątane... po prostu nie umiałam tego utrzymać. Macie tak?

 
W ogrodzie też lubiłam, jak było "ładnie", znaczy kwiatuszki tu, wyplewione, zagrabione, tam obcięte, tutaj uładzone i ogólnie ludzkiemu oku aż miło...
W zeszłym roku rzuciłam sobie albo raczej się w wyzwanie - niesprzątanie.

Dlaczego to jest dobre i dla kogo oraz o reakcjach sąsiadów i znajomych będzie ten post :).


Rok temu postanowiłam nie sprzątać w ogrodzie - znaczy nie plewić (przesadnie - trawy usuwam, bo szalone toto), nie wycinać starych badyli, jeśli nie trzeba, nie kosić wszędzie (tylko tam, gdzie chodzę oraz dlatego, że rozpaczliwie potrzebuję trawy na ściółkowanie), nie ciąć wszystkiego pod linijkę i tak dalej.

Rok cały tak przerobiłam, do tego ściółkując, i potwierdzam, co następuje. 

Korzyści z niesprzątania: 

1. Odkryjesz nowe rośliny. 

Przestań plewić, a zobaczysz, co wyrośnie. Naprawdę, przestań.

Zakwitną Ci polne kwiaty...


Zbierzesz zioła do bezpośredniego spożycia (naprawdę!)



Rośliny zadarnią Ci rabaty w naturalny sposób i już nie będziesz musiał(a) plewić!



Dowiesz się o wielu gatunkach, o jakich do tej pory mogłaś/eś nie wiedzieć. Zgłębisz ziołolecznictwo może, zaczniesz parzyć własne herbaty i zajadać prosto z grządki... brudne - właśnie tak!


2. Dostaniesz niespodzianki. 
 
Pozwalając roślinom wędrować, co chwila zauważasz coś nowego w innym miejscu ogrodu. To melisa wędruje, zaskakując Cię między kwiatami. To kocimiętka rośnie nagle w porzeczkach. To słoneczniczek zakwita na żółto tam, gdzie na pewno nikt go nie siał. Najlepsze są pomidorki koktajlowe między różami - o ile zima była wystarczająco łagodna ;).



Rozumiesz, że ogród daje sobie radę bez Twojej ingerencji, a rośliny wybierają najlepsze stanowiska dla siebie. I tam rosną, a Ty możesz je podziwiać i z nich czerpać (czytaj: konsumować, wąchać, a nawet przetwarzać).

3. Powitasz nowe gatunki fauny. 

Jeśli zostawisz niepokoszone, nieposprzątane miejsca w ogrodzie, zauważysz nowe, być może dotąd niespotkane u Ciebie gatunki organizmów żywych :).

Jeże miałam. Kotki małe pod altaną. Mnóstwo motyli i świerszczy (radocha ze świerszczy).



4. Bioróżnorodność. Pomagasz jej!

Wartość sama w sobie. Więcej gatunków fauny i flory, więcej swobody, nawet na kawałku ziemi "dzikiej" wśród posprzątanych ogródków działkowych - to już coś. To już ostoja dla tych, co nie znajdą miejsca na wykoszonych trawnikach i wyplewionych grządkach.



5. Zauważysz mniej tzw. szkodników. 

Dzięki pkt. 4, czyli bioróżnorodności, zauważyłam, że nie mam problemu z mszycami, a nawet z nornicami. Jak kiedyś z mszycami walczyłam w obrzydliwy sposób (tutaj), tak w tym roku prawie ich nie zauważyłam - owszem, były sobie na różach na przykład, ale nie usuwałam ich. Jak są mszyce, są i biedronki. Jak są biedronki, jest tam ktoś inny i tak dalej - łańcuch taki sam się buduje, nieważne z której strony się zaczyna. A rośliny w znaczący sposób nie ucierpiały.

Nornice były moim koszmarem w latach ubiegłych (walka z wiatrakami tutaj).
Czy to przypadek, czy nie, nawet przy ściółkowaniu w tym sezonie, nornice nie zeżarły mi niczego.

W maju 2016 jeszcze się bałam, co to będzie, jak będę ściółkować... ale i tak to zrobiłam.


Ale w grudniu sobie podsumowałam na plus (nornice do pierwszej minuty, bo reszta jest o kretach :)).


Może to zasługa kociej rodziny, którą trochę dokarmiałam?



Ogólny wniosek z tego taki, że dobrze jest pozwolić naturalnym predatorom się osiedlić w naszych okolicach i starać się stworzyć środowisko jak najbardziej zbliżone do naturalnego. Ściółkowanie jest tego częścią, bo w naturze nie ma takiej gołej do cna ziemi, na której nic a nic nie rośnie.
No pustynia, ok. Można polemizować...

6. Zyskasz czas. 

Zamiast latania z łopatą i przekopywania (czytaj: wywracania życia w ziemi do góry nogami i zmuszania go do stwarzania się od nowa), będziesz mieć chwilę dla siebie. Do podziwiania, kontemplacji, opalenia twarzy, powąchania kwiatka, zebrania ziół, zaparzenia herbaty, spaceru, czytania, grania i zabawy - czy czego tam chcesz, byle na łonie natury :P hehe. Żartuję. Czego tam chcesz...




Decydując się na bałagan w ogrodzie, musisz się liczyć z różnymi, często nieprzychylnymi reakcjami otoczenia.

Średnio-pozytywne reakcje, z jakimi się spotkasz: 

1. Zaciekawienie. 

Do chyba najmilsza z tych częstych :).
Co to się dzieje... czemu taki bałagan...
Mimo, że w ogrodzie jesteś prawie codziennie, ludzie będą Ci mówić:

Dawno Pani nie widziałam... coś ostatnio Pani rzadko bywa... Czereśnie w ogóle niezebrane! 



Ja w ogrodzie w lecie bywam najczęściej rano, czasem od 6.00, dlatego nie spotykam wielu sąsiadów, a oni nie widzą mnie. Ale za to widzą mój ogród, który wygląda faktycznie na pierwszy rzut oka tak, jakby mnie tam nie było cały sezon.

2. Dezaprobata. 

Cmok, cmok, cmok... usłyszysz, kiedy schylona nad grządką, zrywasz sobie listki tymianku. Podnosisz głowę, a tam plecy oddalającego się sąsiada. Może sobie cmokał, bo mu się coś przypomniało, może dlatego, że miał coś między zębami, ale prawdopodobne jest, że cmokał na ten cały busz, w którym pewnie nawet Ciebie nie zauważył.



3. Wrogość

Nie spotkałam się. Usuwam.

4. Politowanie i pseudo-troska.

Z tym cmokaniem znowu, natomiast w innym kontekście.
Kiedy już z kimś rozmawiasz i opowiadasz lub pokazujesz, jak Twoja dzicz wygląda i dlaczego tak właśnie jest, często spotkasz się z czymś w rodzaju podejścia "z góry" osoby doświadczonej, traktującej Twój punkt widzenia jak wyskok nastolatka, który się właśnie buntuje.

Mhm, mhm... tak, ok, rozumiem. Ta słoma to Ci zgnije, będziesz miała cały ogród zagrzybiony... ojej...



5. Brak wsparcia. 

Przygotuj się, że wsparcia możesz nie dostać tam, gdzie do tej pory było. Wsparcie natomiast dostaniesz tam, gdzie ludzie myślą podobnie i robią podobnie, i tam go szukaj (jeśli potrzebujesz).

Mówię tu o wsparciu moralnym, zagrzewaniu Cię do "boju", wspieraniu Twojej pasji i docenianiu Twoich sukcesów, np. jak odkryłaś właśnie, że lilie tygrysie wykiełkowały z cebulek powietrznych.


- Czy to nie wspaniałe?
- No i co ty z tymi liliami teraz zrobisz... będziesz przesadzać... a i tak nie zakwitną przez następne trzy lata.


Jak reagować? 

1. Nie bierz niczego do siebie. 

Łatwo mówić. Chociaż się staram nie, to i tak się przejmuję tym, jak ogród wygląda na pierwszy rzut oka. Idę przez działki i z daleka widzę pole pełne maków => zaniedbane. I części mnie wstyd trochę, że tak jest.
To dlatego, że jesteśmy wychowani i przyzwyczajeni do porządku - porządek jest cacy, bałagan jest be.
Trudno te przekonania wykorzenić w krótkim czasie.

2015:


 

2016:


Mój sposób to zaakceptować, że się to czuje, i robić swoje. Z czasem zmniejszy się, potem może przejdzie. Skupić się na tym, co robimy i robić to jak najlepiej. Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził... i Ty się też nie staraj.

2. Tłumacz, opowiadaj, pokazuj.

Jeśli już masz szanse nawiązać z kimś rozmowę, ktoś jest ciekawy tego, co robisz - wytłumacz mu. Opowiedz, czemu tak czy siak. Może pokiwa głową i drugim uchem wypuści, a może akurat coś do niego przemówi. Nigdy nie wiadomo, gdzie ziarenko upadnie. Warto rozmawiać.

Projektowanie Permaukutlurowe, kurs z 2016, o którym pisałam tutaj

3. Oszczędzaj energię.

Wrogie komentarze radzę po prostu ignorować i nie wdawać się w pyskówki.
Oszczędzaj swoją cenną energię i skieruj ją tam, gdzie naprawdę chcesz :).





Joanna.

13 komentarzy:

  1. Wszystkim nie dogodzisz - a chyba najważniejsze, aby dogodzić sobie:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. jaki śliczne miałaś ostróżki, a wcześniej maki! wiesz, że mi się podoba, jestem za, kibicuję twojemu eksperymentowi, ale naprawdę nie spotkałaś się z wrogością? bo z moich doświadczeń wynika, że "zaniedbana" działka, jako żródło bioróżnorodności, kłuje w oczy sąsiadów- że to się u nich wysiewa, że mają przez to więcej roboty. W rodosach za takie nieporządki często zabierają działki :-(
    A zboże ze słomy- wysiało się?
    To norniki, nie nornice. Nornice to takie rude leśne nieszkodliwe myszki.
    Oczywiście zmartwiłam się kotami- co się z nimi stało? wiesz, akurat ich populację powinniśmy kontrolować dla ich własnego dobra (albo i nie- dobra, ale ciężko patrzeć na dobór naturalny i inne czynniki selekcji rozprawiające się z kociakami).
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz co, nie spotkałam się z otwartą wrogością i ja też na działce bywam i myślę, że jednak widać, że coś tam się dzieje... mimo, że zarośnięte tu i ówdzie... swoje obowiązki też spełniam i np. wykaszam wzdłuż ogrodzenia od zewnątrz itp. do tego między tymi makami i ostróżkami siałam cukinie i pomidory, więc potem w ciągu sezonu - lipiec, sierpień, kiedy kwiaty przekwitły, były warzywa. do tego słoneczniki itp. Sąsiedzi po bokach to raczej mają większość trawnika, który regularnie koszą, więc przynajmniej do tej pory nikt się nie skarżył na rozsiewanie. swoją drogą, żal, że skarżą się ludzie na rozsiewanie, ale pryskanie chemią jest ok...
      co do słomy, to wykiełkowała mi teraz na jesień, bo położyłam świeżą, ale przez zimę to wymrozi myślę. poprzednie ściółki mi nie kiełkowały, tym razem miałam z innego źródła :)
      a norniki, naprawdę? a ja całe życie nornice... :x
      z kotkami nie wiem, co się stało, małe były jakiś czas pod altaną (bo tam jest sporo miejsca, myślę, że im przypasowało), a potem już ich nie było. Duże co jakiś czas widzę spacerujące po działkach, to takie chyba z sąsiedztwa koty są. Raz miałam przyjemność być na działce kiedy była tam cała ich rodzinka, dwa dorosłe i 4 małe - 3 rude i 1 czarny. wszystkie bym je wzięła :D

      Usuń
    2. jeżeli kotki zniknęły wszystkie, to może ktoś je wyłapał i przekazał do adopcji albo zaniepokojona czymś kotka przeniosła rodzinę w inne miejsce.
      Zwykle takie maluchy nie przeżywają roku- kuny, lisy, od jesieni choroby skutecznie je eliminują. Skoro już się urodziły, to dobrze, żeby żyły (a kotkę warto wysterylizować), więc jakbyś mogła przy kolejnej okazji dawać znać, że są kotki do "uratowania", to postaram się tym zająć.

      Usuń
  3. Ciekawy sposób uprawiania działki. Ja też lubię naturalne ogrody. Niestety ja sprzątam. Rośnie u nas taka ilość trudnych do ogarnięcia chwastów, że zagłuszyłyby każde warzywo. Pozostawiam jednak wiele pożytecznych, które wykorzystuję w kuchni. Moi sąsiedzi też niekiedy dziwnie na mnie patrzą, ale ja się tym nie przejmuję. Zresztą oni nawet na szparagi mówią chwasty. Lubię bywać u Ciebie i lubię Twoją działkę. Każdy ma swój sposób i trzeba to uszanować. Pozdrawiam:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny masz ogród :) Może spróbuj poeksperymentować ze ściółkowaniem np. skoszoną trawą między rabatami. Taka ściółka zagłuszy rośliny, których być może nie chcesz.
      Ludzie to się lubią dziwnie patrzeć na coś, co jest inne i nie mieści się w "normach" :) to ciekawe zjawisko jest :) wszyscy to mamy, myślę, tylko u niektórych w różnym stopniu. pozdrawiam!

      Usuń
    2. Od kilku lat ściółkuję skoszoną trawą. Sprawdza się doskonale. Zatrzymuje nie tylko wzrost chwastów, ale też wilgoć. Mam jej jednak za mało. Pozdrawiam:):):)

      Usuń
    3. A widzisz :)
      Ja też mam mało, bo trawnika to przysłowiowe 2x2 ;) pozdrawiam!

      Usuń
  4. Ja jednak sprzątam, ale bez przesady. Ale nie dziwią mnie, a nawet podobają działki nie sprzątane. Najlepiej wyglądają te pozostawione same sobie, bo jak się ją użytkuje to ta działalność ludzka wprowadza pewien element bałaganu w naturze.
    Ludzie zazwyczaj się dziwią, że takie byle co (czyli działka pozostawiona sama sobie) może się podobać. Np. taka scenka ogrodowa: przechylona przez siatkę fotografuję zarośniętą działkę w stylu łąka kwietna; Pani Sąsiadka pyta; Co tam Pani widzi ładnego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się "bo jak się ją użytkuje to ta działalność ludzka wprowadza pewien element bałaganu w naturze" - dokładnie! Przyszliśmy i bałaganimy trochę...
      Z tą sąsiadką to właśnie taki klasyk :) ludzie się dziwią, o co tu chodzi... Dwa sezony temu na działce naprzeciwko po przekątnej były w maju same czerwone maki - też robiłam im zdjęcia, takie były piękne - makowa łąka! Myślę, że stamtąd właśnie przywędrowały do mnie :] pozdrawiam!

      Usuń
  5. Czytałam Twój wpis z uśmiechem na ustach i przypominałam sobie jak to było w moim wypadku. Też przerobiłam cmokanie i kiwanie głową, chociaż u mnie nie wynikało to do końca z "niesprzątania", ale z wprowadzania nowych rozwiązań. Teraz sąsiedzi już przywykli do moich pomysłów i tylko pytają co tam znowu dzisiaj wymyśliłam. A zasady permakultury też staram się wprowadzać, tyle że powoli, sukcesywnie. Mimo wszystko, jako architekt krajobrazu mam słabość do porządku, ale uwielbiam oglądać takie dzikie ostępy u innych :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam wymuskanego na cacy ogródka. Często nie pielę warzywnika przez 2 miesiące, bo albo nie mam czasu albo chęci. Ale przyznam, że mam trochę czyściej :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem po prostu leniem patentowanym i tylko patrzę co by tu zrobić aby się nie narobić, dlatego zasady permakultury są dla mnie idealne. Na cmokanie sąsiadów gwiżdżę. Na chleb mi nie dają więc nic im do tego jak ja swój domek mebluję. Gorzej z małżonkiem, który jako chłopak z miasta lubi wszystko pod linijkę. W poprzednich latach bywało, że ja sobie jesienią wyściółkowałam jakąś grzędę a on po paru dniach tryumfalnie oświadczał, że właśnie ją przekopał:)To się powtarzało przez trzy kolejne lata. Teraz zrozumiał ale ostatnio była ostra dyskusja, że tektura leży krzywo i on na to patrzeć nie może:) Teraz już jest zaściółkowana trawą więc spokój.
      Twoje chaszcze i ostępy są super. Wspieram całym sercem.
      Edyta

      Usuń