DOŁĄCZ!

Translate

sobota, 16 maja 2015

Mszyce - bez cenzury


Początek maja, początek wizyt moich "ulubionych" przyjaciół - zielone, brązowe, czarne, bordowe, przezroczyste, ze skrzydełkami, pełzające, lepiące, małe, grube i wypasione, w dużych ilościach... Czy dobrze oddałam specyfikę tych uroczych stworzonek? 

Każde stworzenie boskie jest, zabijać nie lubię... Chętnie bym je zaprosiła gdzieś indziej, przeniosła na inny teren, gdzie mają mnóstwo jedzenia i mogą się tam paść do woli. Bardzo chętnie odstraszyłabym je jakimś zapachem, którego nie lubią, zmyłabym wodą i wypędziła, popryskała pokrzywą, skrzypem, czosnkiem... gdyby to raz na zawsze pomogło.



Ale one wracają, wracają w ilościach ogromnych, oblepiają kwiaty, zżerają pąki róż, żerują na młodych, słodkich pędach drzewek wiśniowych. Margerytki to stołówka dla nich dzisiaj, jutro wiem, że zaatakują wszystkie pędy kopru, bo uwielbiają koperek tak, jak i ja - nawet bez młodych ziemniaczków :). W ogóle ich gust kulinarny często zbieżny jest z moim: porzeczki i czarne, i czerwone - nie pogardzą, fasolka szparagowa to rarytas, agrest w zeszłym roku był cały ich, nawet jednego owocu nie zjadłam, bo czarny był cały, jak węgiel! Całe szczęście, że nie tykają pomidorów i ziemniaków, że maliny zostawiają (jak na razie!) w spokoju. Co tam jeszcze... jeszcze poza ogrodem idę chodnikiem i widzę żywopłoty - piękne, zielono-czerwone, a wszystkie ich górne pędy pozawijane, poskręcane. Idę dalej, róże w ogrodzie sąsiada - cudowne, wielkie, a każdy pąk, jak się przyjrzeć, okupowany przez małe kuleczki, dokładnie w kolorze pędu - zielone, czerwone, pomiędzy. Majstersztyk! 



Lubię te mszyce nawet w taki pokręcony sposób :). Niestety, wykonuję na nich zabieg jedyny, którego nie lubię w ogrodzie, jedyną "pracę" ogrodniczą, która nie przynosi mi przyjemności. W białych, lateksowych rękawiczkach, z ociąganiem, przy każdej niemal wizycie w ogrodzie, idę na obchód... Tymi rękami, zgniatam wszystkie małe, urocze stworzonka na pędach roślin, czuję pod palcami ich pozostałości, rękawiczki barwią się to na zielono, to na czarno... Odwracam oczy, idę dalej. 

Czasem oczyszczanie takie nie ma sensu i zostawiam całą już, oblepioną roślinę, w tym stanie licząc, że dzięki temu nie przeniosą się na kolejną. Tak jest najczęściej z kwiatami, najczęściej ze wspomnianymi już margerytkami. Jak wyrosną nasturcje, to będzie drugi taki przysmak... 

Nie jestem z tego dumna. Czasem stosuję też opryski ze śmierdzących, własnoręcznie sporządzonych mikstur. Odstraszyć, wypędzić - wracają. Zabić, mnożą się i wracają. I tak chyba musimy współżyć - one, nieświadome zagrożenia z mojej strony, żerujące w ogrodzie w najlepsze, i ja - z moimi wyrzutami sumienia, w białych rękawiczkach... Ech... 








Joanna.

19 komentarzy:

  1. zaprosić biedronki, dużo biedronek a właściwie ich larwy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kocham biedronki i zostawiam w ogrodzie miejsca, gdzie mogą zamieszkiwać ;)

      Usuń
  2. Na mszyce świetnie działa woda z szarym mydłem. Wystarczy obficie spryskać.

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie mszyc co niemiara. Chyba wypróbuję powyższy sposób, bo już mi się pomysły wyczerpały. Pozdrawiam:):):):)

    OdpowiedzUsuń
  4. A woda z mlekiem działa? U mnie zaatakowaly rarytas, bób. .. :(

    OdpowiedzUsuń
  5. A wody z mlekiem nie próbowałam... pomaga u Ciebie na ten bób?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja wam polecam produkt na mszyce, który nazywa się Afik firmy Best Pest. Zawsze kupuję tu http://artpol-bis.pl/afik-1l-p-155.html . Polecam produkt oraz sklep ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, ale my chemii nie stosujemy :)

      Usuń
    2. Myślicie, że w mleku, lub mydle nie ma chemii?

      Usuń
    3. A czy ja napisałam gdziekolwiek, że używam mleka i mydła? :)

      Usuń
  7. Doskonale Cię rozumiem, też nie lubię zwalczać ogrodowych szkodników. To chyba jedna z najbardziej niewdzięcznych prac ogrodowych :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety nie wszystkie prace w ogrodzie zawsze muszą przynosić radość i przyjemność.. Dobrze, że u Pani jest to jedyna rzecz z tych nielubianych :) Powodzenia w prowadzeniu tej nierównej walki! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć jestem u ciebie nowa i szukam blogów o ogrodowej pasji bo sama zaczynam juz czwarty swzon w ogrodzie. Fajnie u ciebie i będę częściej zagladala. Ja mam inne dla nlogi o kosmetykach i kulinarny. Wlasnie się zastanawiam nad trzecim.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pomysł dla palących - popiół i pety zalać wodą, niech postoi z dobę (najlepiej na świeżym powietrzu :) ), a potem albo tym pryskać, albo maczać. U mnie na różach - może nie doskonale - ale działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o fuuu... to chyba faktycznie wykurzy wszystko :D

      Usuń
  11. Osobiście nie mam jeszcze mszyc w ogrodzie ale dosłownie wczoraj usłyszałem o metodzie wody z czosnkiem :o Ponoć trzeba zrobić roztwór ze szklanki wody i wyciśniętych 1/2 ząbków czosnku no i spryskać. Jak tylko pojawią się mszycę to sprawdzę efekt na jednej roślince(boję się ewentualnych negatywnych skutków) i dam znać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1 szklanka na 1-2 ząbki czy pół ząbka? Ale tak, czosnek działa świetnie nawet prewencyjnie na choroby, grzyby... Myślę, że we właściwym stężeniu na pewno nie zaszkodzi. pozdrawiam!

      Usuń