DOŁĄCZ!

Translate

środa, 11 lutego 2015

Poznasz po zapachu... Rzecz o Pomidorze

Ja uprawiam pomidory dla zapachu... dla zapachu właśnie. Uwielbiam przechadzać się po swojej pomidorowej grządce i wdychać!... Najlepiej rano, rosa na liściach, schylisz się i już jesteś całą sobą w aromacie pomidorowym. Przywodzi mi to na myśl dom rodzinny, z wielkim tunelem foliowym, zwanym folią po prostu, z mnóstwem pomidorów, które potem wiadrami z tejże wynosiliśmy... Najlepszy świeży, niemyty, czerwony pomidor prosto z krzaka zjeść... Co za luksus teraz!
Teraz idziemy do sklepu, na półkach pełno warzyw i owoców, uginają się wręcz, a jakie ładne, kolorowe, bez skazy! Takie mam zboczenie, że zawsze warzywo czy owoc wącham przed włożeniem do koszyka... coś z tym wąchaniem mam. Biorę takiego pomidora, do nosa zbliżam, jeszcze bardziej, nos w niego wciskam i... nic! Nie pachnie, nie śmierdzi. Sztuczny, jakby plastikowy. Odkładam i idę dalej.


Na kilka tygodni w roku mam sposób na ucieczkę od "plastikowości" pomidora (to jedna z chorób cywilizacyjnych chyba jest). Uprawiam swojego. Działka niewielka, na naszym polskim RODOS, z częścią warzywną, a w niej moja ukochana, aromatyczna grządka - 18 krzaczków, 3-4 odmiany - dla różnorodności i ciągłości zbioru, i jaka radość z pierwszego, własnego, pachnącego, niemytego pomidora! Czy to jest osiągalne? Zdecydowanie tak! Czy łatwe? Wymaga pracy, ale nie jest trudne. Czy warto? To już zależy od Was, a z mojej strony zebrałam kilka podstaw i porad, które mogą Wam pomóc we własnej, uwaga: ekologicznej=bezchemicznej! uprawie pomidora.

Po pierwsze miejsce

Podstawowym warunkiem, jaki miejsce musi spełnić, jest nasłonecznienie. Czy to ogród, czy balkon albo taras - musi być na nim słońce przez sporą część dnia, inaczej owoców nie będzie dużo i nie będą aromatyczne. Uwaga: czemu by nie spróbować na słonecznym parapecie? Czemu nie!

Odpowiednie odmiany

Druga sprawa, która do sukcesu uprawy się przyczynia mocno, to odpowiednia odmiana pomidora. W sklepach teraz znajdziemy odmiany sygnowane "na balkon" na przykład, i chociaż mierzi mnie już czasem ten marketing, polecam się im przyjrzeć. Na balkon czy taras na pewno nadają się odmiany koktajlowe, które są odporniejsze ogólnie, ale nie trzeba rezygnować z regularnych, dużych pomidorów - nie. Dla bardziej wytrwałych będzie to decyzja marcowa przy wyborze nasion. Dla tych, co nie mają chęci czy mocy zgłębiać się w uprawę od nasionka, już w kwietniu w centrach ogrodniczych można znaleźć sadzonki spore, podrośnięte, do wyboru, do koloru. Warto znaleźć czas na podjechanie do dobrego centrum ogrodniczego, warto znaleźć czas na rozmowę o sadzonkach z kimś, kto wie, co sprzedaje. Ciągle proste? Będzie jeszcze lepiej!


Sadzenie

Jak już wybraliśmy miejsce i odmiany/ę, czas przygotować glebę. Pomidora można z powodzeniem uprawiać w donicach, sporo osób to robi. Są odpowiednie ziemie z przeznaczeniem do uprawy pomidora, zaprawione już czymś, w czym roślina będzie czuła się dobrze. Ja takich nie wybieram. Ziemia uniwersalna, jak już trzeba, ważne żeby była zdrowa (przy otwarciu nie wylatują z niej muszki, nie ma widocznego grzyba, ogólnie dobra kondycja). W ogrodzie pod sadzonkę po prostu przygotujemy dołek - głębszy tak, żeby go można było ładnie wypełnić. I teraz część zabawna - zabieramy rodzinę na spacer w łąki i lasy i szukamy pokrzywy. Znajdujemy i zrywamy, tylko uwaga taką, która nie kwitnie, chyba, że ktoś chce za parę miesięcy mieć plantację pokrzyw. Zrywamy tego zioła, ile nam potrzeba, w domu siekamy i do dołka przed posadzeniem pomidora wsypujemy. Pokrzywy są bardzo dobrym nawozem w różnej formie - o tym za chwilę. Drugą popularną sprawą są skorupki jajek. Zbieramy sobie skorupki przez parę dni czy tygodni, potem kruszymy o do dołka wsypujemy oraz mieszamy z ziemią, w której sadzimy sadzonki. To już nie tylko pomidor - to rada ogólna również. Trzecim hitem są skórki bananowe, przez niektórych poddawane w wątpliwość, bo chemia na nich ponoć jest. Do oceny własnej. Skórki banana mają kupę azotu, więc niosą w sobie nawóz w prostej formie. Jeśli decydujemy się skórki do dołka wrzucić, na parę tygodni przed tym planem skórki mrozimy sobie po prostu, a gdy nadejdzie chwila - rozmrażamy. Proste znowu.
W tak przygotowany dołek czy donicę możemy spokojnie wsadzić naszą piękną sadzonkę (czy to swoją, czy kupną).

Pielęgnacja

No i tutaj zaczyna się wielkie pole do popisu, co nie umniejsza już roboty, jaką popisaliśmy się do tej pory! Jest kilka sposobów na zastąpienie chemii, zarówno w pielęgnacji roślin, jak i ich ochronie. One działają, trzeba tylko trochę się postarać i nie zrażać, jeśli coś w danym roku nie wyjdzie. To normalne, to natura, straty są wpisane w uprawę - tak jest.
Jak więc nawozimy? Bo wiadomo, każdy lubi oprócz szklanki wody, także kromkę chleba albo i wypaśny obiad! Wspomnianą już pokrzywę (bez nasion!), jak nam zostanie z tego leśnego spaceru, siekamy i wrzucamy do pojemnika plastikowego - może to być wiaderko z pokrywką, może być stare wiadro, a pokrywka się znajdzie. Może być to większy pojemnik, jak mamy większy ogród, to się na pewno nie zmarnuje. Wrzucamy tej pokrzywy, ile możemy, tak po brzegi, i zalewamy wodą. Przykrywamy, zostawiamy. Codziennie w miarę możliwości przychodzimy i mieszamy chwilę. Zacznie fermentować, zacznie mocno pachnieć, dalej mieszamy. Po około dwóch tygodniach zapach już będzie bardzo ładny! Wtedy części roślinne z naszego wiaderka wyjmujemy i na kompostownik, a brunatna ciecz o ostrym zapachu to nasz super-naturalny-nawóz - gnojówka! Złoto ogrodnika! Dodajemy jej trochę, tak na oko, do każdego podlewania. Pomidory ją kochają, inne rośliny też.

W taki sam sposób możemy zrobić gnojówkę z innych roślin, np. skrzypu polnego (uwaga: polnego, a nie bagiennego czy innego - inne odmiany skrzypu są trujące!). Tutaj możemy wspomóc sąsiadów, którzy zmagają się z plagą skrzypu (to zioło kocha gleby kwaśne i jest bardzo ekspansywne i trudne do pozbycia się). Uważajcie też na nasiona, o ile nie podoba Wam się ta roślina i nie chcecie mieć jej u siebie na wieki!
Co dla balkonistów i tarasistów? To samo! Ja w tym roku zrobiłam gnojówkę z pokrzyw też na balkonie, w takim ok. 10-litrowym wiaderku z przykrywką. Nic nie czuć, dopóki się nie otworzy. W kącie sobie stoi, nikomu nie wadzi. Nie bójmy się tego zapachu, to sto razy lepsze od spalin!
Słyszałam też, że pomidory kochają nawóz ze swoich własnych liści! Ktoś stosował i może się podzielić? Piszcie!

Ochrona

W ochronie najważniejsza jest prewencja. Często o niej zapominamy, bo wszystko idzie gładko i rośnie ładnie. Niestety, zdarza się, jak to w naturze, że jakieś choróbsko przypałęta się i do naszego pomidora, przez co plony będą małe albo parchate, albo nie będzie ich wcale, a my się zrazimy.
Ja w tym roku stosowałam opryski na pomidory ze skrzypu i czosnku, ogólnie przeciw grzybom. Tym chciałabym się z Wami podzielić, bo jest to proste jak drut, trzeba tylko mieć jakiś opryskiwacz - 5-10L, w zależności od potrzeb, no i oczywiście sam czosnek, cebulę, skrzyp.
Wyciąg z czosnku (tu można dodać też łuski cebuli, które nam się zbierają w kuchni) to chyba najprostsza sprawa pod słońcem, bo większość z nas czosnku używa na tak zwany co dzień. Ja biorę garnek, największy jaki mam, wrzucam tam łuski czosnku i same ząbki, rozgniecione - około jednej główki. Zalewam to wodą, przykrywam, odstawiam na 24 godziny. Potem przez sito i zostaje mocno pachnąca ciecz. Tą cieczą pryskam pomidory, najlepiej rano lub wieczorem i w dzień pochmurny, raczej nie pryskać w największe słońce, w samo południe - to może zaszkodzić.
Ze skrzypu można też zrobić taki sam wyciąg, a można też wywar - wtedy taką ciecz skrzypową gotuje się jeszcze z 30 minut. Ten wywar można przechowywać taki zagotowany przez dłuższy czas w słoikach zamkniętych i regularnie sobie pryskać, bo skrzypu do wody dodajemy około 1/4 objętości, więc wystarcza na dłużej.
Jak często? Co tydzień, co dwa. Rzadziej, też dobrze. Ile macie czasu i ile potrzeby. To trochę tak, jak z babcinym ciastem - jakie proporcje? Na oko, z doświadczenia.

W ogrodnictwie ogólnie sporo zależy od podejścia, uczucia, pozytywnej energii, jaką darzymy swoje rośliny. Pielęgnujmy więc nasze pomidory najlepiej, jak potrafimy, cieszmy się z własnych zbiorów - nie muszą to być wiadra, wystarczy jeden owoc. Ale nasz, nie pryskany, pachnący obłędnie, niemyty i najsłodszy! 




Joanna.

 
(Wersję naszego tekstu można też przeczytać w 1 numerze Dolnośląskiego Magazynu Kulinarnego Kocioł tutaj.)



5 komentarzy:

  1. Ja właśnie te metody stosowałam w zeszłym roku i nie tyko na pomidorach! Dopiero na jesień zaczęły mi chorować. Całe lato pięknie zaowocowały i były zdrowe. Gnojówka z pokrzyw nawet mszyce odstrasza😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, gnojówka z pokrzyw jest dobra też na mszyce. Liczy się systematyczność.
      Mnie też pomidory zachorowały na jesień, po pięknym, letnim owocowaniu (jak na zdjęciach). Zebrałam wszystkie i dojrzały w domu, oczywiście to nie to samo, ale owoce można jeszcze zużyć.
      Pozdrawiam! ;)

      Usuń
  2. Moje pomidory też świetnie się udają podlewane gnojówką z pokrzyw. Robię jej ogromne ilości, bo mam 2 tunele foliowe co roku i jeden przeznaczam tylko na pomidory, których jesteśmy miłośnikami:) Uwielbiam je pielęgnować. Opryski naturalne jak piszesz wymagają od nas systematyczności, też je stosuję . Każdego roku wypróbowuję też jakąś nową odmianę ze zwykłej ciekawości i dla urozmaicenia:) Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj!
      A czy możesz polecić jakąś szczególnie dobrą odmianę, odporną na choroby, plenną? :)
      pozdrawiam!

      Usuń
  3. O tak, zapach pomidorów to magia :-) Uwielbiam spędzać czas w szklarni pełnej pomidorowych krzaczków. Ktoś, kto nie jadł nigdy pomidora prosto z krzaka nie ma pojęcia co traci i nie wie, że pomidor, to nie tylko czerwona kulka ze sklepu, lekko kwaskowa, ale bez zapachu.
    Owoce i warzywa mają zapach i to tak mocny, że trudno to sobie wyobrazić komuś, kto zna tylko te ze sklepu.

    OdpowiedzUsuń