DOŁĄCZ!

Translate

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Truskawki - Reaktywacja

Jakieś 10 mkw truskawek postanowiłam zlikwidować i przenieść na inne miejsce. Po pierwsze - za duże poletko, nie ogarnialiśmy plonów i się marnowały. Po drugie, pół na pół fajna i mniej fajna odmiana - jaka, nie wiem, bo pole dostaliśmy z dobrodziejstwem inwentarza. Czas więc przyszedł na truskawki, bo nie wiadomo, ile lat przed nami rosły na tym samym miejscu - truskawki powinny, mówią mądrzy, rosnąć w jednym miejscu nie dłużej niż 3-4 lata. 


Pończochy i cienkie damskie rajstopy
przydają się nie tylko do przywiązywania pomidorów, winorośli i związywania juk na zimę :). Tym damskim częściom - bądź co bądź - bielizny, można dać drugie życie w truskawkach. Ja postanowiłam być sprytniejsza niż rok temu i zamiast używać kijków (którymi można sobie potem wybić oko, schylając się po owoce...), pozawiązywałam kawałki pończoch na krzaczkach, których odmianę chciałam zatrzymać. Następnie - zaplanowałam - będę oczekiwać, aż truskawki powypuszczają swoje długie pędy z małymi sadzonkami. Podrosną, a ja rozpoznam łatwo krzaczki dobrych odmian, pobiorę z pędów sadzonki i będę miała co najmniej tyle samo materiału na nowe poletko, bo przecież wiadomo, że truskawki mają do rozmnażania pęd ogromny! Jak powiedziałam, tak zrobiłam...
 
Podwyższona grządka zwolniła mi się po cebuli. Akurat nie miałam co w nią zasiać, to pewnego ranka wybrałam się jak zwykle na działkę i zaplanowałam, że zrobię porządek z truskawkami w godzinkę. Tak. No więc do ręki w pierwszej kolejności biorę nożyce i jazda na krzaczki. Najpierw wszystkie ścięłam, poszukując tych, które chcę rozsadzić. Szukam, szukam i znaleźć tych moich pończoch nie mogę. Rozpuścić się nie rozpuściły na pewno, więc cierpliwie krzak po krzaku przeglądam i tak myślę, że przecież sporo ich zawiązałam, a tu taka lipa teraz. Nareszcie coś znalazłam, na pierwszym krzaku pończocha, ale krzak pusty - bez pędów. No trudno, szukam dalej, trzeci i czwarty i kolejne - bez pędów, podczas gdy te nieoznaczone to po kilka pędów, a na każdym po 3 sadzonki! Niedobrze, więc co mniejsze truskawki po prostu powykopywałam i myślę, na nowe miejsce wsadzę, młode to jeszcze ze 3 lata pociągną. Na koniec zostało mi aż - ile? - 14 sadzonek! Zapewne zaletą mojej wybranej odmiany jest piękny, słodki, wielki owoc, za to słaba wola przetrwania... 

No nic, to biorę się do etapu drugiego - przeorania całego poletka ręcznie. 
Do ręki biorę moje super wielofunkcyjne narzędzie (szpikulec do podważania chwastów, ale towarzyszy mi przy niemal każdej pracy w ziemi). Pierwszy, drugi krzak wykopany, ale coś słabo szło tym narzędziem, więc poszłam po kopaczkę trójzębną, żeby sobie pomóc. Chociaż było po deszczu, narzędzie to rady nie dało, więc sięgnęłam po łopatę, co by bardziej oporne jednostki sobie podważyć.  Zmęczyłam się niemiłosiernie już w połowie tych dziesięciu metrów, a tu jeszcze drugie tyle. Myślałam, że w godzinę obrobię, a tu godzina, a ze mnie pot cieknie... do tego pięć sadzonek na krzyż, za to cała nowa kopa odpadu zielonego - ciekawe, co z nią zrobię?... 

Pole truskawek przed...
... w trakcie - krzaczki ścięte...

... i po wszystkim. Pole przekopane ze słomą ze ściółki.


Nareszcie skończyłam ciężką część roboty i zadowolona przystąpiłam do sadzenia.

Wyszło 14 sadzonek.
To już bułka z masłem: przycięcie listków, dołek, woda, sadzonka, ziemia. 14 sadzonek w odstępach ok. 20-30 cm, zabrakło 6. A na miejsce truskawkowego pola powędrował łubin jako poplon, a na jesień planuję przygotować pod jagody z Ameryki :D Taki plan.







Joanna. 




1 komentarz:

  1. Ale się napracowałaś! Zazdroszczę własnych truskawek... Jeśli to stara odmiana, jak piszesz, to pewnie i owoce mają ten prawdziwy smak.... Oj, aż się rozmarzyłam...
    pozdrawiam,
    m.

    OdpowiedzUsuń